Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 375 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

czas na podsumowanie roku w domu po raz drugi

sobota, 31 grudnia 2011 22:49

W ten oto sposób z wyrzutami sumienia przystępuje do podsumowania pierwszych 14 miesięcy w naszym domu. Niestety permanentny nawał pracy i smutne okoliczności związane z ciężką chorobą w mojej rodzinie spowodowały, że miałem długą przerwę w wpisach blogowych. Przepraszam wszystkich, którzy na to czekali i delikatnie mi przypominali o tym w komentarzach i mailach :) Dziś zatem korzystając z ostatnich godzin starego roku 2011 zacznę podsumowanie, a dokładnie będzie to podsumowanie domu na zewnątrz. W kolejny długi weekend już 2012 roku postaram sie zrobić podsumowanie wewnątrz. A zatem:

- dach: jedyne co mogę zrobić i co zaleca poradnik Danwoodu, to kontrolę wzrokową. No więc wszystkie dachówki są na miejscu, nie są uszkodzone ani poprzesuwane, choć mamy już za sobą niezłe wichury. Kalenica, którą sprawdziłem wzrokowo od wewnątrz na strychu też jest OK. Trochę się bałem, że od północnej strony mogą się pojawić na betonowej dachówce algi, ale dach jest czysty. Jedyną rzecz, która uległa zmianie, to trochę się poprzekrzywiały kominki od rekuperatora i wyciągów powietrznych, co zakłóca harmonię i symetrię :) O wyprostowanie kominków będę na pewno prosił Danwood, z tego co wiem są zresztą wymieniane na inny model. Załączam zdjęcia, na których widać lekkie odejście od pionu.

 


- rynny: nie przepuszczają, nie wykrzywiają się i nawet się nie zabrudziły, mimo że są w białym kolorze. Z uwagi na brak długiej drabiny nie sprawdziłem, czy nie ma liści zalegających w samych rynnach, ale nasz dom jest w otoczeniu drzew iglastych, liściaste są położe dosyć daleko. W każdym razie na pewno sprawdzę wiosną.

- elewacja bordowa z drewna: cały czas wygląda tak samo efektownie i wspaniale, nie ma żadnych ubytków ani uszkodzeń. Liczę na to, że pierwsze malowanie odnawiające będę mógł przeprowadzić dopiero za 5 lat. W jednym miejscu przy drzwiach tarasowych po wschodniej strony pojawił się naciek z żywicy, ale to naturalne zjawisko.

- elewacja biała tynkowa: wygląda olśniewająco biało i wspólnie z skontrastowaną kolorystycznie elewacją drewnianą decyduje o tym, ze dom wygląda zjawiskowo i cały czas wywyołuje szeroki uśmiech na mojej i nie tylko mojej twarzy :) W jednym miejscu jest trochę zabrudzona od żwiru, który zalegał w wielkiej kupie obok ściany i został "umiejscowiony" na ścianie przez odpryski kropel deszczu. Próbowałem to wyczyścić miotłą i szczotką, ale bez większych efektów, będę to musiał zrobić zgodnie z zaleceniem myjką ciśnieniową. Na tynku pojawiły sie 4 małe pęknięcia: dwa przy oknie od pomieszczenia technicznego/wc i dwa włosowe w części, gdzie jest szary fragment tynku, co widać na zdjęciach. Trochę mnie niepokoją te na szarym tynku, bo pod nimi widać jakby nie do końca był w tym miejscu wyschnięty mur (wczoraj mieliśmy cały dzien deszczu).

 

 


- cokół: ciągle niezrobiony :/ Zastępuje go pas z kamieni granitowych i żwir oraz folia bąbelkowa. Mam nadzieję zrobić go na wiosnę lub latem - razem z tarasem.

- rolety zewnętrzne: działają bez zarzutu i świetnie spełniają podwójną rolę: zasłon i dodatkowej izolacji termicznej. Dosyć niespodziewany problem to zwłoki much, które dostały się między listwy rolet podczas chowania lub wysuwania i których nie możemy usunąć  tam, gdzie są nieotwieralne okna. Może z czasem same odpadną :)

- drzwi zewnętrzne: dobrze trzymają ciepło i świetnie odcinają hałasy, ale coć haczy przy ich zamykaniu, być może to kwesta wyregulowania. W efekcie trzeba je po zamknięciu dopchnąć biodrem by uzyskać pełne przyleganie do framugi.

A poza tym wreszcie zamontowałem lampę nad wejściem, co jest małym sukcesem, ale namacalnym. Notabene ta sama lampa kosztowała w jednym markecie budowalnym 129,00 zł,  a w drugim 189,00 zł - mój mały sukces jest tym wiekszy, że nabyłem te po 129,00 zł :)))

 


 

 


Podziel się
oceń
4
21

komentarze (77) | dodaj komentarz

czas na podsumowanie roku w domu

środa, 31 sierpnia 2011 23:45

.


Podziel się
oceń
3
21

komentarze (21) | dodaj komentarz

Ogród przy domu szkieletowym

niedziela, 31 lipca 2011 22:27

Z ogrodem było tak:

- w roku naszej budowy czyli w 2010 było wiadomo, że nie damy rady nic zrobić poza samym domem. Przyczyna zresztą była prozaiczna: cały teren przyszłego ogrodu był dosłownie odkopany do głębokości 2 metrów, a potem z powrotem zasypany podczas kładzenia kolektora poziomego do pompy ciepła. Nie było zatem sensu, by sadzić tuje czy nawet nawieźć ziemię.

-w związku stwierdziliśmy, że ze spokojem zrobimy go w wiosną i latem 2011. I tu pojawił sie problem w postaci braku wolnych środków finansowych, gdyż wszystkie nasze rezerwy poszły na wykończeniówkę :(  Postanowiliśmy zatem wesoło zaimprowizować i zrobić chociaż coś małego na naszej kupie piachu otoczonej ciągle siatką budowlaną

Na początku wybudowaliśmy siłami rodzinnymi zamki z piasku. Robią piorunujące wrażenie na wszystkich przejeżdżąjących kierowcach i przechodzących turystach :)

 

 

 

Z kolei z frontu budynku dzięki pomocy siostry Eli, która nas obdarowała trzmielinami oraz iglakami o nazwie piegusek ze swojego rozrośniętego ogrodu, zrobiliśmy małą, ale cieszącą oko w śródziemnomorskich klimatach wyspę zieleni.

 

 

W tych staraniach zaczęła nam też pomagać wdzięczna przyroda: na naszym piachu ku naszemu zaskoczeniu zaczyna rosnąć dżungla dziwnych roślin oraz ogromna ilość czerwonych maków.

 

 

 

 

No i choć to nie na temat, to w ramach naszego mieszkania zaczynamy odczuwać znowu deficyt miejsca na książki. W związku z tym na piętrze na mini-korytarzyku nad schodami zamontowaliśmy sprytną półkę na książki. Półka miała być w tych samych kolorach co drzwi do wszystkich sypialni i do łazienki czyli kolorze wenge - okazało się że jest to wenge, ale w innym jakby kolorze wpadającym w bardzo ciemny brąz. Kolejne życiowe doświadczenie - zawsze proś o próbkę drewna, nawet jak nazywa się wenge. Grunt, że książki są zadowolone. My zresztą w sumie też :)

 


Podziel się
oceń
3
20

komentarze (28) | dodaj komentarz

światło w domu szkieletowym

wtorek, 26 kwietnia 2011 17:49

Wychodzi na to że mimo najszczerszych chęci jestem teraz w stanie publikować wpisy raz na miesiąc - no więc dziś kolejny odcinek poświęcony światłu w domu, ale naturalnemu, a nie żarówkom.

Cały nasz parter to jedna przestrzeń z lekkimi ścianami, które tylko zaznaczają poszczególne pomieszczenia, ale ich nie oddzielają. Stając na jednym końcu domu sięga sie wzrokiem do drugiego końca. Jedyne wyodrębnione na parterze miejsce z własnymi drzwiami to wc/pomieszczenie techniczne. Światło zalewa cały dół, mimo ze zdecydowaliśmy sie na liwkodacje okien w sitting roomie i w garderobie, które były od północnej strony. Nasze okna to  5 sztuk od ziemui do prawie sufitu, w tym jedne podwójne. Trzy z nich z nich jest od południa, żadne nie jest niczym zasłonięte od wewnątrz i zewnątrz. Do tego zastosowalismy kilka prostych trików:

Okno w kuchni wychodzi na drogę gruntową, więc założylismy tam biale pajęczynowe rolety: przepuszczają z zewnątrz prawie cale światło i rownocześnie oddzielają od wzroku przechodniów. Mi to szczerze mowiąc nie przeszkadza, ale Ela nalegała - no wiec jest :) Na zdjeciu co prawda wyszło to beznadziejnie ciemno, ale idea jest chyba jasna.

Wszystkie krzesła na dole mają ażurowe, prześwitujące siedziska i oparcia, dzięki temu wzrok i światło przez nie swobodnie przepływa. Do tego stół ma wizualnie lekką konstrukcję

Jedyne biurko na dole w aneksie komputerowym ma otwarty bok od strony cześci wspólnej i jest białe z kilkoma brzozowymi akcentami - tak jak ściany i podłoga. Generalnie na parterze dominuje biały kolor, który optycznie powiększa pomieszczenia, towarzyszą mu tylko bordowe i szare wstawki, często błyszczące i odbijające światło. 

Najwieksze obawy miałem co do naszej sypialni, gdyz ma tylko jedno okno - duże, pionowe w stylu balkonowym. Ale oprócz niego ma też na bocznej ścianie kolankowej dwa małe okienka, które są strzałem w dzesiątkę - niesamowicie doświetlają cały pokój. Nie wiem, czy to było zamysłem projektantów z Danwoodu, ale kiedy świeci słońce, to tak odbijają sie w nich refleksy świetlne, że na pochyłym suficie mam wyświetlone dwa okna ze światła. Nie jest w stanie niestety tego oddać przy pomocy mojego sprzętu, mogę to tylko nieudolnie oddać drukiem.

No i wreszcie mamy minimalizm meblowy: prawie całkowicie je wyeliminowaliśmy i nie mamy komód, komódek, gablot, sekretarzyków, ławopółek, pólkostolików oraz meblościanek. Światło krąży, nic nie zatrzymuje wzroku, nie nie zaśmieca przestrzeni. Mamy za to 2 dość duże zamykane garderoby. Jedna jest na dole i tam upchnęliśmy płaszcze, buty, sprzęt rekreacyjny oraz przyrządy dla prawdziwych kobiet czyli wiertarki, srubki, żarówki etc.

Natomiast garderoba górna wydzielona z naszej sypialni przez rozsuwane drzwi to po prostu garderoba na ciuchy oraz - jak pokazała praktyka - na segregatory z materiałami do pracy i na część DVD :)

A do tego chyba się już zaczęło lato i kąpiemy sie w słońcu na zewnątrz w naszym piaskowym ogrodzie :)


Podziel się
oceń
2
21

komentarze (18) | dodaj komentarz

zapach w domu szkieletowym

środa, 23 marca 2011 0:41

Z głębokimi wyrzutami sumienia siadam do kolejnego odcinka. Wyrzuty dotyczą częstotliwości wpisów na blogu, ostatni zrobiłem 2 miesiące temu :/ Niestety jestem w trakcie kolejnej kampanii w mojej pracy i do tego moja zastępczyni jest na urlopie macierzyńskim, tak że czasu staje na niewiele. Ale kwiecień mam zwyczajowo luźniejszy, i do tego jak wracam do domu to jest jeszcze jasno wiec jakoś raźniej wtedy dokonać wpisu. A zatem dziś o zapachach i powietrzu:

- a więc rzecz najważniejsza: dom nie ma zapachu!!! Właściwie to ma, ale dzięki pracy rekuperatora cały czas jest świeże powietrze i w związku z tym świeży, naturalny zapach powietrza. To dosyć charakterystyczne, że jak się wchodzi do czyjegoś domu lub mieszkania, to prawie zawsze czuje sie specyficzny dla niego zapaszek, czasem przyjemny, czasem mniej, a na pewno bardzo indywidualny i intymny. Ile razy wchodzę do naszego domu, to czuję krystaliczne i ostre powietrze - a akurat na zapachy jestem bardzo wyczulony. Przez pierwsze 2 tygodnie mieszkania w październiku nie mieliśmy jeszcze podłączonego rekuperatora i po prostu otwieraliśmy okna gdy byliśmy w środku, a zamykaliśmy podczas wychodzenia. Kiedy wracaliśmy po południu, czuło się charakterystyczne "stojące powietrze". Plusem jest też to, że na zewnątrz mamy właściwie powietrze leśne, gdybyśmy mieszkali w mieście to wrażenia oflaktoryczne nie byłyby tak zaawansowane.

- rekuperator Aeris 350 ma jednak jedną wadę: mogę na panelu sterowania ustawiać różny stopień nawiewu i wywiewu w różnych dniach i godzinach, ale nie mogę automatycznie nastawić różnych temparatur w różnych okresach, co najwyżej mogę to robić ręcznie - a to oznacza, że ustawiając np od 23.00 16 stopni otrzymałbym taką temperature nie tylko w sypialnich, ale w całym domu, więc bladym świtem musiałbym wstawać z łóżka i z powrotem zmieniać ręcznie na 21 stopni, by powietrze zdążyło się nagrzać. Nie miałoby to żadnego sensu. W efekcie cały czas mamy ustawioną temeprasturę, którą powinien utrzymać rekuperator na 21 stopni, tymczasem my lubimy spać w zimnie, maksimum to 16 stopni. W efekcie robimy w sypialniach rzecz niedopuszczalną z punktu widzenia energooszczędności: otwieramy na noc okna. Śpi nam sie cudownie, ale nieekonomicznie. Czyli całkiem nie po poznańsku.

- raz na tydzień trzeba zalać kilkoma litrami wody kratkę w podłodze od kanalizacji w wc/pomieszczeniu kuchennym na parterze. Jesli sie tego nie zrobi, pojawia sie nieprzyjemny zapach z kanalizacji - za pierszym razem zapomnieliśmy  o tym, ale od tego czasu już pamiętamy.

- i mamy jedną rzecz "zapachową" trudną do opanowania - pod schodami mamy kuwetę dla kotów. I mimo filtru zapachowego oraz codziennegow wymieniania piasku, raz na jakiś czas unosi sie zapaszek i jakoś czuje sie go wyłacznie u góry schodów przed drzwiami do naszej sypialnią; widocznie tak się układają prądy powietrzne w domu.

- zapachy z kuchni - nie istnieją dzięki okapowi :) Nawet jak gotowaliśmy bigos, choć akurat ten zapach budzi pozytywne skojarzenia.

Jutro rano napiszę o świetle.


Podziel się
oceń
5
20

komentarze (23) | dodaj komentarz

piątek, 18 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  71 726  

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 71726

Wizytówka


vonsaygon@tlen.pl

Jarek i Ela: mieszkańcy Poznania, ale żle się czujemy na tych równinach. Za to w pełni szczęśliwi rodzinnie. Zachowaliśmy z grubsza zdrowy rozsądek, w czym pomagają nam dwe córki, punk rock i chodzenie po górach. No i dwie kotki. Prowadzę blog o budowie domu szkieletowego

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Favore.pl